 |
 |
 |
| Wiadomości |
| |
 | UST – opony bezdętkowe
Pod koniec lat 90 firma Mavic, specjalizująca się w produkcji obręczy i kół rowerowych we współpracy z firmami Hutchinson i Michelin, potentata w dziedzinie opon zaprezentowała system bezdętkowy pod nazwą UST. Szeroko rozwinięty marketing spowodował, że rozwiązaniem UST zaczęli interesować się wszyscy miłośnicy rowerów. Poletkiem doświadczalnym byli jak zwykle sportowcy.
Jako główną zaletę podawano nieporównywalnie większą odporność na przebicie opony. O tym jak irytujące jest zmienianie tradycyjnej opony z dętką po dobiciu obręczy do podłoża wie niemal każdy, kto jeździ nieco agresywniej na rowerze. W przypadku wyścigu przekłada się to w prosty sposób na czas, a co za tym idzie miejsce w klasyfikacji końcowej. Łapiesz gumę i po „pudle”.
Rozwiązania stosowane w zawodowym sporcie mają swoje odbicie w sporcie amatorskim. Nie inaczej było w przypadku UST. Każdy mógł jeździć na oponach takich jak ich idole w wyścigach. Problemem pozostawała nieco uboga oferta i oczywiście jak w przypadku każdej nowości cena.
Zmiana tradycyjnego systemu opony z dętką na UST wymusza zmianę nie tylko opon, ale i obręczy. O ile w przypadku opon UST i tradycyjnych trudno zauważyć różnicę, to w przypadku obręczy od razu da się zauważyć od wewnętrznej strony brak otworów na nyple.
Inna ważna cechą, która charakteryzuje system bezdętkowy jest możliwość eksploatacji z niższym ciśnieniem. Ciśnienie w systemie UST jest nawet o 20% niższe w stosunku do opony z dętką. Wydawać by się mogło, że na takim „flaku” jazda jest niemożliwa. Nic podobnego. Opona UST jest twardsza od tradycyjnej. Zaletą niższego ciśnienia jest lepsza przyczepność oraz zdecydowanie lepsza amortyzacja, co szczególnie docenią właściciele "sztywniaków".
Co ma zalety, ma także wady. Jak wcześniej wspomniałem, już na starcie można zauważyć zdecydowanie wyższą cenę poszczególnych komponentów. O ile zakup obręczy, czy kół jest zakupem na dłuższy czas, więc można to przełknąć, o tyle cena opon, które wymienia się zdecydowanie częściej jest niestety wysoka. Ich cena oscyluje na poziomie najdroższych tradycyjnych opon, czyli lekkich, zwijanych i naj, naj. Wart dodać, że opony UST lekkie nie są, nawet w porównaniu z oponami popularnymi, czyli tzw. drutówkami razem z dętką. Ta nazwijmy to wada w obliczu mniejszej częstotliwości „łapania gumy” schodzi na plan dalszy.
Rzadziej nie znaczy nigdy. I to spędza sen z powiek potencjalnym użytkownikom systemu bezdętkowego. W przypadku naprawy opony bezdętkowej w terenie pojawia się problem. Pierwszy to znalezienie miejsca przebicia, co w przypadku małych uszkodzeń nie jest sprawą prostą. Ewentualna naprawa możliwa jest tylko przy użyciu specjalnych łatek, które nie do końca są później szczelne. Jedynym sensownym sposobem naprawy jest naprawa u wulkanizatora.
Zakładając, że nieszczelność została już załatana pojawia się problem z założeniem opony na obręcz. Nie zaleca się do zakładania opon UST używania łyżek, co w połączeniu ze sztywnością opony sprawia dużo kłopotu. Pomocą okazuje się posmarowanie krawędzi wodą z mydłem celem łatwiejszego „wśliźnięcia” się opony na obręcz.
Jakby tego było mało oponę trzeba napompować. I tu kolejny problem. Tradycyjna mała pompka może sobie z tym nie poradzić, chociaż użytkownicy systemów bezdętkowych twierdza, że tak być nie musi. Otóż żeby opona była szczelna musi idealnie przylegać do obręczy. Żeby jednak idealnie przylegała musi do jej wnętrza zostać w jednej chwili wtłoczona duża ilość powietrza. W ten sposób opona rozpychana od wewnątrz przywrze do ścianek obręczy. I tak zaleca się, aby w pierwszej fazie napompować mocno oponę, a następnie upuszczając powietrze z jej wnętrza obniżyć ciśnienie do zalecanego. W warunkach polowych, a zazwyczaj wtedy zachodzi konieczność zmiany opony, najlepszym rozwiązaniem jest stosowanie coraz powszechniejszych mini pompek na naboje ze sprężonym powietrzem.
Kilka lat obecności na rynku nie spowodowało wycofania z oferty tradycyjnych opon. W dalszym ciągu znajdują się one w ofercie, a rowerów nawet ze średniej półki cenowej są w nie wyposażone. Niemniej jednak system UST jest wyraźnie zauważalny. Coraz częściej widać rowery z oponami z magicznym skrótem UST lub napisem tubeless. Podobnie rzecz się miała z hamulcami tarczowymi. Byli zwolennicy, byli i przeciwnicy, którzy twierdzili, że do zjazdu tak, do innych konkurencji niekoniecznie. Czas to zweryfikował i obecnie coraz więcej rowerów ma tarcze, a czy ktoś czerpie z tego korzyści, czy tylko rower lepiej wygląda, to już sprawa indywidualna. I podobnie jest z UST. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Paweł Borowski
| | |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| Komentarze |
| |
 |
| Zaloguj się aby dodać komentarz. | |
|
 |
 |
 |
|
|
 |
|